Nad Barcówką

Sobota 17 marca 2012

Kolejna, wczesnowiosenna wycieczka rowerowa. Tym razem w zupełnie przeciwną stronę, nad strumyk Barcówka w pobliżu Podwoliny.

Wyjechałem z tatą około godziny 16:00, bo pod wieczór ptaki są bardziej aktywne. Rtęć nie spadała poniżej 17 stopni, a niebo było jednolicie niebieskie.

Przez pierwsze pół kilometra towarzyszyła nam strużka piasku ciągnąca się po asfalcie. Niczym: „Idzie Grześ przez wieś. Worek piasku niesie. A przez dziurkę piasek ciurkiem sypie się za Grzesiem.” Potem intensywne obszczekanie przez pięć piesków i dojechaliśmy. Wybrałem to miejsce z uwagi na spotkane tu rok temu przebiśniegi. Niestety, nie było ich. Liczyliśmy też na bobry, jednak po nich ani śladu. Minęliśmy wesołe czubatki, które oczywiście musiałem uwiecznić na dyktafonie i zatrzymaliśmy się w pobliżu dwóch szpaków, które zarezerwowały już sobie dziuple. Za nami i przed nami rośnie las, od strony Barcówki – już tylko  kilka drzew, a z drugiej strony – długa polana. W pobliżu przeleciał dzięcioł zielony. Kilka razy chodziłem w pobliżu szpaka, który w ogóle się mnie nie bał. Widać, że nie jest to typowo dziki gatunek i mimo, że spotkany z dala od wsi, to jednak wcześniej gniazdował w pobliżu ludzi. Czekaliśmy co los przyniesie. Przyniósł nieznanego mi ptaka. Najpierw bzyknął kilka razy, a potem w regularnych odstępach zaczął wydawać krótkie gwizdy. Ten dźwięk słyszałem już dwa lata temu, ale nadal nie wiem, do kogo należy. Po chwili do niego przyłączył się drugi. Ja nagrywałem te dwa osobniki, a tata poszedł zrobić zdjęcia dwóm srokoszom, siedzących na jednym z rosnących tam drzew.

Dzierzba srokosz

Nagrania trochę zepsute przez wiatr, ale zdjęcie dzierzby – jako tako wyszło. Mogłem dopisać ją do mojej wiosennej listy ptaków, które do nas przyleciały. Spędziliśmy tu około 40 minut. Powoli ruszyliśmy w stronę domu okrężną drogą. Przeprawiliśmy się przez niski w tym miejscu nasyp kolejowy. W drodze minęliśmy kwitnące bazie, a w Podwolinie tata zauważył dwie kaczki lądujące na wpływającym do stawu strumyczku. Na ostatniej prostej, około 700 m od domu – tam, gdzie Grzesiowi zaczęło się wysypywać, usłyszeliśmy zaniepokojonego bażanta. Taki miły akcent na koniec.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Nad Barcówką

  1. Brawo to nie gąsiorek, a… srokosz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s