Siewkowe prawie na wyciągnięcie ręki

Następnego dnia po odwiedzeniu obozu ornitologicznego po zachodniej części „Mewiej Łachy”, przyszła kolej na jej wschodnią część – Łachę Mikoszewską. Oczywiście, nie ma na nią wstępu. Podziwiać duże, a niekiedy ogromne stada ptaków można z betonowej kładki. Podczas plażowania okazało się, że łacha zdecydowanie przesunęła się w stronę wschodu. Miałem obawy, czy uda mi się nagrać te stada rybitw i innych ptaków. Na tym mi zależało. Niestety, moje obawy potwierdziły się. Otrzymałem jednak coś w zamian.

A zatem, lody w garść i w drogę.

Ja z pniem na brzegu

Idąc brzegiem Bałtyku, rodzice zbierali bursztynki do słoika, a ja dźwięki do dyktafonu. Natrafiliśmy na spory kawał drzewa, który morze wyrzuciło podczas sztormu. Była to, swego rodzaju atrakcja, bo zaczynało robić się już trochę monotonnie. Morze szumiało cicho słabymi falami przez południowo-wschodni wiatr (nazajutrz fal już w ogóle nie było). Aż w końcu nadeszło urozmaicenie. A właściwie, to my doszliśmy do niego. Oto biegusopodobne ptaki biegają po brzegu.

Biegus rdzawy w szacie godowej

Zaczęliśmy się do nich zbliżać. Kamuszniki i biegusy rdzawe, bo takie to właśnie były ptaki, dreptały wokół śniętej, wyrzuconej  na brzeg ryby.Trafił nam się nawet rdzawy w szacie godowej, z czego bardzo się cieszę. Była tam też mewa srebrzysta, obok której dumnie kroczył kamusznik. Na zdjęciu widać, że wyraźnie patrzyła w naszą stronę. W końcu, nie wykazując się taką odwagą, jak jej towarzysz, oddaliła się, ale niedaleko.

Mewa srebrzysta i kamusznik

Ja natomiast znalazłem się od kamuszników i biegusów, niemalże na wyciągnięcie ręki. Biegały 1,5 metra ode mnie. Nigdy bym ich o takie ignorowanie ludzi nie podejrzewał. Wydawać by się mogło też, że ich dieta składa się z bezkręgowców. A tu proszę, wcinają padlinę. Żerują w podobny sposób, jak sikorki w karmniku zimą.

Ja i biegusy przy rybie

Biorą do dzioba kawałek mięsa, odbiegają czym prędzej kilka metrów, przełykają i znów wracają. Zostawiłem mój rejestrator w czapce, która miała chronić go przed wiatrem i oddaliłem się. „A nuż ptaki podejdą jeszcze bliżej.” Stanąłem, może 30 metrów dalej przy dwóch łabędziach niemych, które bardzo blisko podpłynęły do brzegu. Dzieliła nas odległość 3 metrów. Nauczyły się, że takie stworzenia, jakie właśnie ujrzały na plaży często mają ze sobą coś dobrego. Ja jednak nic nie miałem, a poza tym, nie lubię dokarmiać dzikich ptaków w okresie pozazimowym.

Łabędzie nieme

Pofilmowałem chwilę, jak czyściły swoje białe pióra i wróciłem po dyktafon. Siewkowe bynajmniej się moim powrotem nie przejęły. No, może trochę. Otrzymałem w ten sposób bardzo dobre nagrania głosów tych ptaków.

Szybki marsz na kładkę, bo robi się późno. W drodze mijają nas dwaj motolotniarze w odległości zdecydowanie za małej – może 2,5 metra. Nie wiem, co chcieli udowodnić. A na łachę tym czasem wchodzą uzbrojeni w lunety dwaj mężczyźni. No, no, będą prowadzone obserwacje ptaków.

Wreszcie jest: kładka, na której spotykamy miłego rowerzystę. Wszyscy zainteresowaliśmy się rybitwą, siedzącą na kamieniu tuż obok betonowych płyt. Można było przechodzić obok niej do woli.

Młoda rybitwa czubata

W domu okazało się, że nie był to dorosły osobnik, ale młoda rybitwa czubata. Cieszę się.

Nad nami czubatki (jednak nie w takiej liczbie, jak by się chciało), po bokach biegusy zmienne, a, być może pod nami, bobry. Rodzice dojrzeli bowiem na Wiśle pływającego ssaka. Wybuchła pośród nas radość, że to może być foka o psim pyszczku, czyli szara. W domku wszystko zepsuł jednak zoom w aparacie. Okazało się, że to pływał bóbr. Możliwe, że ma żeremie pod kładką. No, szkoda. To nasz pierwszy bóbr, ale nie cieszy tak bardzo. Mieliśmy jednak szczęście, bo nad ujściem Wisły częściej można spotkać fokę.

Wróćmy do „Mewiej Łachy”. Bateria w aparacie słaba, karta pełna, słońce, które na chwilę się pokazało już pod linią horyzontu…. Trzeba wracać. Zauważyliśmy, że motorówka podpływa do łachy i wraca na brzeg lądu, w okolicę obozu Kulinga. Stado rybitw daleko, na wyspie. Daleko od kładki, daleko od plaży. Nie było w tym roku dobrego nagrania. To przez wędrującą łachę. Ale co tam…. Były kamuszniki i biegusy z bliska oraz młoda czubatka na kamieniu, też z bliska.

A na pożegnanie: klucz gęgaw od „Mewiej Łachy”. Dziękujemy 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s