Wyprawa na Mewią Łachę

23 sierpnia 2010 roku, podczas pobytu z rodzicami nad Zatoką Gdańską, znajomi, u których mieszkaliśmy w Mikoszewie, zabrali nas do rezerwatu „Mewia Łacha”.

Dobrze, że nie poszliśmy dzień wcześniej, w niedzielę, bo grad wielkości śliwek obtłukłby nas porządnie. Wyruszyliśmy więc w poniedziałkowe popołudnie, około godziny 17:00. Przeprawiliśmy się promem na drugą stronę Wisły, a potem jeszcze trochę podjechaliśmy samochodem i znaleźliśmy się na parkingu. Koniec. Dalej trzeba iść piechotą.

Prześledziliśmy wzrokiem gatunki roślin i zwierząt tu występujące oraz mapkę rezerwatu na tablicy informacyjnej. Droga wzdłuż Wisły zleciała nam na zabawnych opowieściach. Spotkaliśmy padalca, a na małym jeziorze łabędzie z młodymi. Po wejściu na piaszczystą łachę, naszym oczom i uszom ukazały się biegusy malutkie. Teraz miejsce, w którym wtedy staliśmy jest dostępne tylko dla ptaków i załogi obozu Kulinga. No właśnie. Natknęliśmy się na niego przypadkiem. Przed małym, drewnianym domkiem pogawędziliśmy z panem Piotrem Nagórskim. Pozwolono mi wejść na teren chroniony w celu odbycia małego obchodu po wackach. To specjalne siatki, dzięki którym łapane są tu ptaki siewkowe i nie tylko. Ptaki, żerując, wchodzą do nich, gubią orientację i czekają na odbywające się co dwie godziny obchody. Biało-czerwoną taśmę przekroczyłem z tatą oraz dwoma wolontariuszami, którzy wyciągnęli z wacków dwa biegusy zmienne (calidris alpina).

W domku poznałem pod palcami niesamowity, długi i cienki dziób tychże ptaszków, takie same nogi i miękkie upierzenie. Pierwszy z nich odwiedził obóz drugi raz tego dnia. Pani kierownik dokładnie go zmierzyła i zważyła.  Stwierdziliśmy z przykrością, że na rosół się nie nadaje – ważył 32g . Po założeniu metalowych i plastikowych obrączek specjalnymi szczypcami, przychodziła ta, jakże miła chwila – wypuszczanie biegusów przeze mnie. Ptaki nie ociągały się. Od razu startowały z mojej dłoni.

Spotkanie było bardzo sympatyczne. Zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie z załogą obozu i powoli zbieraliśmy się do powrotu.

To było naprawdę wspaniałe wydarzenie dla mnie. Nie sądziłem, że wyprawa, która miała być tylko łowami aparatem fotograficznym i moim dyktafonem na ptaki, tak się zakończy. Mam z niej nakręcony kamerą film, zdjęcia, nagrania głosów biegusów i…. piórko. Zaznaczam, że nie wyrwałem go wypuszczanej alpinie. Ale przede wszystkim mam niesamowite wspomnienia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Wyprawa na Mewią Łachę

  1. Pingback: Mewia Łacha | Życie ptaków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s