Tłumy na Imieltym

Relacja ze wspólnej wyprawy na Imielty Ług napisana przez Weronikę Wołoszyn

Niedziela 09 września 2012

Ze Stalowej Woli wyjechaliśmy około 16.30. Andrzej przyjechał po mnie wraz ze swoim tatą i w wyjątkowo dobrych nastrojach, spowodowanych zapewne piękną pogodą, wyruszyliśmy w drogę.

Na miejsce dojechaliśmy około 17.20 i od razu, wysiadając z samochodu, zaniepokoiliśmy dzięcioła dużego. Nadsłuchiwaliśmy przez chwilę, czy nie odezwie się znowu, jednak w lesie zapanowała prawie zupełna cisza. Naszą uwagę zwróciła też duża ilość samochodów na parkingu. Oznaczało to, że nie tylko my postanowiliśmy spędzić to popołudnie na łonie natury.

Ruszyliśmy przez las, rozmawiając nieco przyciszonymi głosami. Po drodze spotkaliśmy kilka osób, co ostatecznie skłoniło nas do rezygnacji z udania się na kładkę. Od razu skierowaliśmy się na groblę i jak się później okazało, była to decyzja bardzo słuszna.

Idąc na groblę słyszeliśmy czubatki i sosnówki, a tata Andrzeja wypatrzył rudzika, który jednak się nie odezwał.

Kaczki na Imieltym

Nagrywaliśmy krzyżówki, które były dość spokojne. Ze zdumieniem stwierdziliśmy, że jest ich bardzo dużo, może nawet kilka tysięcy, ale mimo tak dużej liczebności, zachowywały się nadzwyczaj cicho. Pływały też łyski. Minęło nas kilka osób, które zbierały grzyby, a także jakaś rodzina z rozśpiewanymi dziećmi. W końcu wszystko ucichło i mogliśmy słuchać tylko i wyłącznie odgłosów przyrody.

Gdzieś w oddali, dało się słyszeć głos szykującego się do odlotu dzięcioła czarnego. Prawdę mówiąc, przyprawia mnie on o dreszczyk o wiele bardziej, niż głosy sów – usłyszany gdzieś w głębi lasu, zawsze wywiera na mnie ogromne wrażenie.

Kaczki w górze

Gdy już nam się zdawało, że nie wydarzy się nic ciekawego, wokół nas rozległ się szum wody, a potem świst kilku tysięcy par skrzydeł kaczek, większości krzyżówek. Zupełnie bez ostrzeżenia zerwały się do lotu, a my staliśmy jak zahipnotyzowani, rejestrując to niesamowite zjawisko. Zaparło mi dech w piersiach. Nigdy wcześniej, nie słyszałam czegoś podobnego. Stałam jak sparaliżowana. W takich momentach zawsze boję się poruszyć, choć jest to może lekka przesada, bo nie było raczej możliwości spłoszenia ptaków.

Rejestratory w akcji

Kaczki lądowały i zrywały się znowu, a trwało to dobrych kilkanaście minut. Spośród głosów krzyżówek, wyłowiliśmy też głosy naszych pierwszych w życiu podgorzałek i świstunów.

Nieco później, stojąc i rozprawiając o wrażeniach, usłyszeliśmy czaplę siwą, oraz gęsi, najprawdopodobniej z Gwizdowa, które początkowo, wzięliśmy za żurawie. Całości dopełniła krowa i pies – nieodłączne elementy dźwiękowego krajobrazu polskiej wsi.

Wracaliśmy prawie w całkowitych ciemnościach. Zatrzymaliśmy się na chwilę, aby nagrać zaniepokojonego kosa, a na koniec, zrobiliśmy sobie ostatnie, pamiątkowe zdjęcie przy jednym z drzew, w pobliżu samochodu.

Wracając, zajadaliśmy ciastka. Pamiętam dziwne uczucie, które towarzyszyło mi po powrocie do miasta. To było jak powrót do innej rzeczywistości. Odniosłam takie wrażenie, jakby te dwie, spędzone tam godziny, wydostały się poza ramy czasu, bo las, to taki odrębny świat, którego tajemnic człowiek nigdy do końca nie pozna.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Imielty Ług, W terenie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s