Z drapolami twarzą w twarz

Będąc na wczasach w Ustroniu (Beskid Śląski), dwa razy miałem okazję spojrzeć ptakom szponiastym prosto w twarz i zrobić sobie z nimi zdjęcie. A to dzięki sokolarniom w tej miejscowości. Pierwsza fotka (z jastrzębiem Harrisa) pochodzi z góry Czantorii, na której grupka pasjonatów prywatnie prowadzi sokolarnię z jastrzębiami, myszołowami, sokołami, orłami, a nawet sowami.

Jastrząb Harrisa

Jastrząb Harrisa

Oglądanie tak wspaniałych ptaków z odległości nawet 0,5 m było niesamowite, ale z drugiej strony przykre. Szczególnie nieciekawie przedstawiał się widok próbującego się wyrwać białozora. Sowy (np. śnieżna) budziły sympatię, za to drapieżne, a w szczególności bielik – szacunek. Pierwszy raz miałem ptaka drapieżnego na rękawicy. Wrażenie – bardzo przyjemne. Ów jastrząb Harrisa, występujący tylko w Ameryce Środkowej, jak każdy drapol przywiązany jest do jednej osoby i po krótkich lotach, jakie ma zafundowane, wraca tylko do swojego opiekuna.

W locie

W locie

Więź jest na tyle silna, że ptak towarzyszy nawet przy skokach ze spadochronem i jak mówił hodowca – „kto szybciej”. W tym roku sokolarnia poprzez lęgi wzbogaciła się o trzy takie jastrzębie. Poza tym klują się tu także rarogi górskie, sokoły wędrowne, czy sowy śnieżne. Co jakiś czas prezentowane były loty niektórych szponiastych. Ptaki wzbijały się w powietrze, rozprostowując skrzydła, siadały na drzewach i po chwili wracały na pukanie w rękawice i okrzyki (jeśli wypuściły się dalej).

Włochatka

Włochatka

Bardziej widowiskowe były jednak pokazy lotów drapoli i sów w „Leśnym Parku Niespodzianek” w Ustroniu. Ptaki latały dosłownie tuż nad głowami, co powodowało mały popłoch, po którym zaraz następowała duża radość wśród widzów. Niekiedy tak niski lot wymagał szybkiego uniku. Ptaki po każdym przelocie dostawały mięsną nagrodę.
Prezentowały się: myszołów Bianka, bielik amerykański Legan, orzeł agua Shira (powodująca największy popłoch) i zaledwie trzymiesięczny raróg górski Zadzior, wykluty tu, w inkubatorze. Ten ostatni zademonstrował mini polowanie. Przez dłuższy czas, kołując nabierał wysokości i gdy uzyskał odpowiednią, jak to w naturze, spadł na wabik – kawał skóry na sznurku. Po upolowaniu „ofiary”, próbował schować ją pod skrzydłami. Pokaz przez cały czas zaopatrzony był ciekawym komentarzem prowadzącego.

Bielik amerykański

Bielik amerykański

Po widowisku zrobiłem sobie kolejne zdjęcie ze szponiastym – czterokilogramowym bielikiem amerykańskim. Nie mniej emocji wywołały także loty sów, wymagających dużo dłuższego czasu szkolenia na tego typu pokazy. Wystąpiły: płomykówka Tytus, puszczyk Pusia, gadatliwy puchacz wirginijski Wergil i zwykły puchacz Bubu. Po „Leśnym Parku Niespodzianek” swobodnie przechadzają się różne parzystokopytne, a w niewielkim budynku można oglądać wypchane inne zwierzęta, w tym ptaki. Oprócz tych wydarzeń, ptakowo nic więcej (no, chyba, że pierwszy w tym roku puszczyk w pobliżu kopca Piłsudskiego w Krakowie).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Z drapolami twarzą w twarz

  1. Snowwhite pisze:

    Andrzeju, bardzo ciekawe rzeczy tu opisujesz. Najbardziej zainteresowała mnie wzmianka o jastrzębiu Harrisa. Co kieruje tym inteligentnym, drapieżnym ptakiem, że przywiązuje się do człowieka ? Jaki instynkt nakazuje mu bycie lojalnym wobec tak słabego nielota obezwładnionego siłami grawitacji ? Zastanawiam się też skąd wzięła się potoczna nazwa tego dostojnego ptaka – jastrząb Harrisa. Niewątpliwie pochodzi ona od nazwiska. I choć drażni mnie takie zawłaszczanie świata przez człowieka, jakim jest nadawanie wymyślonych przez siebie nazw wszystkiemu co istnieje ( a zwłaszcza od własnego nazwiska) , to gdy pomyślę o jastrzębiu Harrisa, to mam nadzieję, że pod jego nazwą nie kryje się badacz, który go po prostu sklasyfikował, ale piękna historia wiernej przyjaźni między ptakiem a człowiekiem.

    • Andrzej pisze:

      No właśnie, ta więź jest bardzo ciekawa.
      „Jastrząb Harrisa” to nazwa nadana przez francusko-amerykańskiego ornitologa – John’a James’a Audubon’a na cześć swojego przyjaciela – Edwarda Harrisa – przyrodnika amatora i jednego z fundatorów książki Audubon’a „The Birds of America”. Prawdziwa nazwa tego ptaka to „myszołowiec” (Parabuteo unicinctus). Należy on do rodziny jastrzębiowatych, ale do podrodziny myszołowów, więc (jak z resztą mówi jego prawdziwa nazwa) jest tak naprawdę myszołowem. Występuje w dwóch podgatunkach: myszołowiec rdzawoskrzydły (P. Unicinctus Harrisi) i myszołowiec towarzyski (P. Unicinctus Unicinctus) (więź z człowiekiem nie powinna nas więc dziwić – „towarzyski” :)). Co ciekawe, imię Harrisa nosi także pasówka czarnogardła z rodziny trznadlowatych (Zonotrichia Querula, ang. Harris’s Sparrow).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s