Jak w kurniku

Mapa rezerwatu

Mapa rezerwatu

Nie mam teraz okazji na jakiś wypad w teren (brak dobrej pogody albo wolnego czasu). Sięgnąłem więc do cyfrowej szuflady ze zdjęciami, ale przede wszystkim – do szuflady wspomnień. Rezerwat „Kąty Rybackie” – Środa 23.07.2014 Pierwszy raz miałem okazję podziwiać tego typu rezerwat. Idąc z tatą przez las, usłyszałem na dobry początek przelatującego, odzywającego się krótkimi, miękkimi dźwiękami krzyżodzioba świerkowego. Podążając nad brzeg morza, mijaliśmy niewielkie wąwozy, wspinaliśmy się na małe wzniesienia i schodziliśmy z nich – wszystko to tworzyło nieco górski klimat. Przez cały czas towarzyszył nam jednostajny i lekko basowy szum morza, przedzierający się przez gęstwinę drzew. Wkrótce po wyjściu z samochodu, mieliśmy wrażenie, że brzeg jest już tuż, tuż, jednak on nie zbliżał się przez długi czas. Mylił nas leśny pogłos, który niósł szum fal daleko. To samo zjawisko obserwowałem nausznie spod domku letniskowego w Mikoszewie, gdzie nocowaliśmy. Wychodząc codziennie, tuż przed snem przed drzwi w celu usłyszenia ewentualnych głosów ptaków, zawsze z lasu słychać było szum, który niósł się znad brzegu przez ok. 1700 m – do nas.

Tęcza w Kątach_Rybackich

Nadmorska tęcza

Wracamy jednak do rezerwatu. Po dojściu nad brzeg, udaliśmy się w stronę zbliżającego się ku zachodowi słońcu. Za nami z morza wyrastała tęcza i powoli zataczała półkolę. Nad nami nie było chmur, jednak wiatr wschodni przywiewał padające ukośnie i z rzadka krople deszczu. Piasek pod butami natomiast, zamiast szurać, dźwięcznie brzmiał. Obok posztormowego oczka morskiego, przy którym żerowało kilka mew siwych, zeszliśmy z plaży w las i po chwili oglądaliśmy skutki gniazdowania na tym obszarze dużej liczby kormoranów czarnych.

Kormorany w rezerwacie

Kormorany w rezerwacie

Na kompletnie uschniętych drzewach wisiały duże gniazda, w oddali znaczyły się czarne sylwetki ich właścicieli, gałęzie krzewów i niższych drzew były przyozdobione białymi, niezwykle żrącymi, kormoranimi odchodami, niby śniegiem. Ściółka również była wyschnięta, w jednym miejscu leżał nieżywy kormoran, a nad tym wszystkim unosił się zapach, jak w kurniku. To kormoranie królestwo budziło lekką zgrozę oraz uświadamiało wielkość skutków bytowania tu tych czarnych ptaków. Było kilka takich obszarów martwej roślinności, wokół których rósł zupełnie zdrowy i niezamieszkany (zapewne jeszcze) przez te ptaki las.

Jeszcze więcej kormoranów

Jeszcze więcej kormoranów

Później spotykaliśmy więcej martwych kormoranów (średnio co 20 m), a także ich niezbyt przyjemnie wonne pióra. Na skraju jednego z martwych lasów ptaki wydawały kwacząco-piszczące dźwięki, ale zbyt cicho do nagrania. Poza tym, przeszkadzał szum pobliskiego morza. Tam również, zerwała się do biegu sarna, nieopodal przeleciał kruk, a prawie przez cały obchód rezerwatu oczywiście towarzyszyły nam popiskiwania małych ptaków.

Może i gatunkowo było bardzo ubogo, jednak warto było poczuć klimat tego miejsca. Na pewno tu wrócę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s