Żurawie za oknem

Pod koniec lipca bawiłem z moimi rodzicami w Mikołajkach na Mazurach. Pokoje, w których mieszkaliśmy były mało komfortowe, mało funkcjonalne i ogólnie – były małe. Jednak znalezienie innych wolnych noclegów w okolicy było niemożliwe. Miejsce to jednak udało się pod dwoma względami.

Usytuowane na skraju Mikołajek podwórko z domem noclegowym sąsiadowało od wschodu z dużą łąką, a od północy i południa – z domami, za którymi również rozpościerała się otwarta przestrzeń. Zwabiało to przyjemną ciszę i coś, czego bym się w ogóle nie spodziewał.

W poniedziałek (drugiego dnia pobytu) o około 5:00 przyśnił mi się terytorialny klangor pary żurawi. Po obudzeniu się dotarło do mnie, że zza okna mojego pokoju klangor wybrzmiewa naprawdę, a ich właściciele znajdują się bardzo blisko. Z wielkim zaskoczeniem, połączonym z radością wygrzebałem ze sprzętowej torby rejestrator i wychyliłem za okno. Te żurawie poprzestały na dwóch seriach, za to odpowiedziały jej dwie kolejne pary, może z odległości pół kilometra; jedna – na wprost okna, druga – lekko po prawej. Po jakimś czasie w oddali po lewej słychać było zaniepokojone głosy innych żurawi, a moje (najbliższe) zaczęły wydawać głosy kontaktowe. To jakby chrypliwe okrzyki, tworzone oczywiście w duecie. Wyszedłem w końcu na zewnątrz. Nie chciałem zbliżać się do płotu w obawie przed spłoszeniem ptaków. Na górze jednak ich głosy były dużo mocniejsze (mieszkaliśmy na poddaszu). Mimo, że te najbliższe żurawie odzywały się około dwieście metrów od domu, dźwięk, poprzez odbicie skutecznie wzmacniała tam ściana budynku i uchylane do góry okno. Dawało to wrażenie, jakby ptaki były tuż, tuż.

Trzy żurawie na łące

Trzy żurawie na łące

W piątek, oprócz znów głosu kontaktowego, udało się nagrać i terytorialny – taki sam, jak ten, który obudził mnie w poniedziałek. Robił to z resztą prawie codziennie. Przypuszczam, że wszystkie (chyba cztery) odzywające się bliżej lub dalej pary przylatywały tu wczesnym świtem z okolicznych jezior (Łuknajna, Mikołajskiego, a może Śniardw). Pokrzyczały, pokroczyły, pożerowały i – czasami około 6:30, czasami później – ulatniały się. Dlaczego się tu zjawiały – nie wiem. Być może dobrze w tych trawach dawali jeść.

Wracając do piątku. Miałem wtedy szczęście do nagrywania. Chrapiący każdego wieczora i poranka mężczyzna z pokoju obok chyba wyjechał, a po drodze obok nie przejechał wtedy żaden samochód. Natomiast z meleksów na podwórku tylko jeden ładował swój akumulator, przez co buczenie tym powodowane było słabsze, niż zwykle. Co prawda niestety trochę je słychać, ale i tak udało się je zmniejszyć tak zwanym filtrem dolnozaporowym (górnoprzepustowym) w programie do edycji dźwięku.

Nagranie: Para żurawii (Grus grus)                                                                                                           Dłuższa i bardziej złożona wersja terytorialnego klangoru (długie serie okrzyków) oraz głos kontaktowy (pojedyncze okrzyki). Słychać też inne pary, czy głos dzięcioła czarnego w drugiej części.

Tacie udało się też wtedy zrobić zdjęcie najbliższym żurawiom. Stały trzy, ale odzywały się dwa. Milczących ptaków w okolicy mogło więc być więcej.

Okno umieszczone w spadzie dachu, choć dawało możliwość bliskiego spotkania z żurkami, kompletnie nie było dostosowane do ich dokumentacji. Aparat trzeba było, klęcząc na moim łóżku, przecisnąć przez mały otwór moskitiery, podnieść do góry na zgiętej ręce i nacisnąć nią spust migawki. Tak samo z rejestratorem. Klękałem na łóżku, włączałem nagrywanie, przeciskałem sprzęt przez otwór, opierałem przód o krawędź okna (parapetu nie było), trzymałem za tył jedną ręką i w takiej pozycji, czekając na żurawie,  trwałem w chwilach od półtora do ośmiu minut.

Wieża obserwacyjna w rezerwacie Łuknajno

Wieża obserwacyjna w rezerwacie Łuknajno

Jeśli chodzi natomiast o Mazury, żurawie za oknem były w zasadzie jedyną ciekawostką przyrodniczą. Co prawda dwa kilometry od naszego domu w Mikołajkach znajdował się rezerwat Łuknajno (jezioro o powierzchni 16000 Ha), do którego dojeżdża się drogą o nawierzchni tarki do warzyw. Jednak nie udało się tam wysłuchać nic ciekawego, a na obserwacje albo było za późno, albo tafla wody była pusta. Mimo wszystko przebywanie na zbudowanej tam solidnej, drewnianej wieży obserwacyjnej było przyjemne. Nad wodą – gęgawy i gęsi białoczelne, w trzcinach poszczekujący cichutko bączek, a wokół cykania wielu pasikoników śpiewających (Mazury, to zdecydowanie ich tereny).

Cztery ślimaki

Cztery ślimaki

Dwa razy w tym rezerwacie natknąłem się z tatą na przebiegającego naszą drogę jenota, a podczas spaceru ścieżką przyrodniczą można było podziwiać około dziesięć wypasanych koni i dużą ilość ślimaków na ziemi. Może poszczęści się bardziej następnym razem.

A teraz o terytorialnym duecie żurawi. Krótsza wersja (której na powyższym nagraniu nie było), to pojedyncze okrzyki (różniące się jednak od głosu kontaktowego). Dłuższa (opisywana w tym wpisie) jest za każdym razem skonstruowana i zsynchronizowana w ten sam sposób. Zaczyna pierwszy ptak, po trzystu milisekundach nieco niższym tonem dołącza drugi. Pierwszy na początku wydaje dwa podłużne okrzyki, poczym przechodzi w krótkie „a-a-a, a-a-a, a-a-a…” na tym samym dźwięku. Drugi zaczyna od podnoszenia tonacji dwoma krótkimi sylabami, ale jej wartość szczytowa i tak będzie niższa, niż ptaka pierwszego. Następnie ów ptak drugi przechodzi w długie, opadające sylaby, wydawane pojedynczo („yyrr, yyrr, yyrr”), a po chwili są one poprzedzone krótką, niższą i brzmi to: „u-yyrr, u-yyrr, u-yyrr…”. I dokładnie tak dzieje się prawie za każdym razem. Niesamowite, jak identyczne i jak mocno zakodowane są w żurawiach informacje o wykonywaniu tego duetu.

A na koniec refleksja dla tego, kto siedzi w tematach związanych z realizacją dźwięku lub tworzeniem muzyki,. Po przeczytaniu słów „informacja o wykonywaniu” od razu powinien nasunąć się na myśl protokół MIDI (Musical Instrument Digital Interface, z angielskiego: Cyfrowy Interfejs Instrumentów Muzycznych). Jest to zakodowana informacja, w jaki sposób dany utwór powinien być zagrany. Plik MIDI zawiera bowiem dane m.in. o barwie dźwięku, wysokości, głośności, czy tępie. Wrzucony do odpowiedniego odtwarzacza potrafi za każdym razem tak samo odtworzyć zakodowaną melodię lub piosenkę. Siedząc przy keyboardzie i ucząc się grać „żurawi duet” (naprawdę, da się) doszedłem do wniosku, że gen, zawierający informacje o śpiewie danego gatunku ptaka można porównać właśnie do takiego pliku MIDI. Dlaczego wszystkie zięby śpiewają swoje zwrotki mniej więcej tak samo. Bo mają to ściśle zakodowane i nie są w stanie wykonać swojej piosenki inaczej, tak, jak odtwarzacze MIDI.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nad wodą. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s